Czyli o ciszy przed burzą.
Wróciłem sobie do podsumowania roku 2023 i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to fakt, jak dobry i ważny był to dla mnie okres. Tym razem optymizmu będzie znacznie mniej. Wystarczy jeden skrin z mojego osobistego pliku z porażkami i sukcesami. Sukcesy wyglądają tak:
Chciałem ten optymizm zachować, chciałem pisać podsumowania co kwartał, co się u mnie dzieje, żeby tak często nie znikać, utrzymać kontakt z blogiem i jego 3-5 czytelnikami. Z tym że po 3 miesiącach pracy i zajęć... Nie było o czym pisać. Wszystko było nierozstrzygnięte, w powijakach albo związane znakami zapytania. Połowa roku przynosi szerszy obraz, szeroki na tyle, by wreszcie opublikować nowy post "o czymś". Choć i tak jest tego niewiele.
Suchariada (aka Neverending Story)
Zacznę od największego kalibru, czyli mojego priorytetowego priorytetu. Cytując samego siebie sprzed pół roku, [...] Do końca marca chcę równolegle ukończyć pierwszą wersję szalonej, komediowej powieści Suchariada [...].
Hahahahaha.
Moja naiwność nie zna granic. Tym bardziej że potem jeszcze była mowa o napisaniu treatmentu do scenariusza (oczywiście również do końca marca).
Częściowo mogę się jednak usprawiedliwić zaskakującym marcowym zleceniem na kolejne scenariusze Zdrad (więcej za chwilę) i kwietniowym projektem-o-którym-nie-mogę-jeszcze-pisać-bo-umowa. Dopiero w maju wróciłem do rozwijania Suchariady na pełnej parze i postawiłem sobie cel: w dwa miesiące dobić ze 175 do 250 stron, na której spodziewałem się postawić ostatnie zdanie.
Jednak Suchariada to szczwana bestia (jak dzik, który przedarł mi się dziś w nocy na ogródek i rozorał torbę ze śmieciami). Z dumą mogę powiedzieć, że zaktualizowany cel zrealizowałem z nawiązką; licznik w momencie publikacji wpisu stoi na 268 stronach. Ale jak możecie się domyślić, nie ma to nic wspólnego z końcem książki i teraz szacuję jej objętość widełkami 300-350 stron. Czyli nici z ukończenia książki na urodziny za tydzień. A czy koniec lipca jest realny, przekonamy się za miesiąc.
Pozostałe pisanie (aka Ending Story)
Kiedy w marcu 2023 lokalizowałem i rozwijałem swoje pierwsze 2 odcinki do nowego paradokumentu Zdrady (nie mylić z istniejącymi Zdradami z Petrowem! I tak, też zmieniłbym nazwę dla łatwiejszego rozróżnienia), harmonogram informował o nagraniu napisanych odcinków w wakacje i ich emisji na jesieni zeszłego roku. O ile mi wiadomo, odcinki faktycznie zostały zrealizowane, ale dyrektorzy Polsatu przesunęli premierę na wiosnę 2024. Jednak w marcu zamiast wypuszczenia odcinków w świat, otrzymałem zlecenie na odcinki do 2. sezonu, które miały zostać napisane "na zaś" (?!)
Nie będę się rozpisywał, co działo się potem krok po kroku, bo najważniejsze jest to, że w trakcie pisania 2. odcinka do 2. sezonu zmieniła się osoba na stanowisku wykonawczym w Polsacie, a współtworzony przeze mnie paradokument trafił na półkę. Nie było premiery wiosną, prawdopodobnie nie będzie jej nigdy, odbierając mi niezwykłą szansę na telewizyjny debiut, zaproszenie znajomych i pośmianie się z tego, co powstało z tych tekstów - wytyczne były tak twarde i sztywne, że dodanie własnej inwencji twórczej graniczyło z cudem.
Chciałbym mieć lepsze wspomnienia z moim pierwszym płatnym pisarstwem. Niestety, przygoda ze Zdradami nie dość, że mozolnie się ciągnęła, to jeszcze skończyła się przedwcześnie. Temat został więc zamknięty i dosłownie jedyne, co z niego zyskałem, to trochę pieniędzy. Projekty scenariuszowe natomiast leżą teraz odłogiem z oczywistego względu - chęci jak najszybszego dotarcia do mety maratonu, jakim jest Suchariada.
Hej, a co się dzieje z przełomem w postaci Pająka w pokoju? Otóż nic. Ku rozczarowaniu reżysera, producenta i moim, projekt nie otrzymał w grudniu niezbędnego dofinansowania i zdjęcia nie ruszyły tego lata, choć była na to realna szansa. Co dalej? Mogę tylko wzruszyć ramionami. W trakcie tej samej sesji inny projekt tego samego producenta przeszedł przez PISF-owe procesy, właśnie "się kręci" i w przyszłym roku znajdzie się na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w sekcji mikrobudżetów. Dzieje się z nim dokładnie to, na co sam tak bardzo liczyłem w przypadku swojego scenariusza.
Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to spróbować ponownie zawnioskować o dofinansowanie pod koniec tego roku, ale nawet nie wiem, czy to możliwe i jaką drogę obierze producent. Niestety prawda jest więc taka, że do kinowego debiutu wciąż pozostała mi daleka droga. Przywitałem się więc z gąską i nic więcej.
YouTube: Peculiar Rules
Ci bardziej dociekliwi zdążyli się już spostrzec, że na kanale YT pod moim nazwiskiem nic się nie działo za wyjątkiem jednego materiału w lutym o filmie Dowcip, który polecam absolutnie wszystkim 3-5 osobom czytającym ten tekst. Kanał można uznać za zawieszony; prędzej czy później do niego wrócę, ale nieprędko. To pokłosie kilku rzeczy, ale kluczową jest założenie nowego anglojęzycznego kanału, co sugerowałem w podsumowaniu za 2023 rok. Tak więc od kilku miesięcy istnieje sobie Peculiar Rules. Podszedłem do niego eksperymentalnie, po cichu, zaczynając z 0 subskrybentów i nikomu go otwarcie nie polecając (za wyjątkiem nieocenionego Adama).
Pierwszy filmik pojawił się 6 marca i w ciągu 4 miesięcy udało mi się dołożyć mu kolejnych 6 do towarzystwa. Ale to właśnie pierwszy (zapewne właśnie dlatego, że był pierwszy i YouTube dał mu ogromny bonus do zasięgów) wywołał największe poruszenie w algorytmach i w momencie pisania został wyświetlony niemal 2000 razy. A co jeszcze ważniejsze: doczekałem się kilku komentarzy, i to do tego przytłaczająco pozytywnych! Coś podobnego spotkało mnie wcześniej chyba tylko przy okazji mashupu filmów Gonciarza i trailera do Baby Driver. To było 7 lat temu!
Peculiar Rules jest kreatywnym priorytetem nr 2 i jedną z małych odskoczni od monotonności pisania Suchariady. I choć pułap 1000 subskrybentów na koniec tego roku jest bardzo odległy (zostało jeszcze 947 do osiągnięcia), to jestem dumny z dobrej jakości tych filmików i powoli mogę myśleć o tym, by przestać go utrzymywać w tajemnicy. Jeśli ktoś jest obeznany z angielskim, zachęcam do odwiedzin i - mam nadzieję - dowiedzenia się czegoś ciekawego. Bo właśnie od tego jest ten kanał 😉
Giełda
Giełda zaliczyła awans w hierarchii względem biegania i sportu choćby dlatego, że nie mam teraz całorocznego wyzwania biegowego do streszczania. Również nie bez powodu nazwałem ten wpis nie podsumowaniem, a raportem. Bo jeśli mam gdzieś szukać sukcesu w minionym półroczu, to właśnie na giełdzie, gdzie królują raporty spółek. Mój jest bardzo komfortowy; właśnie tutaj mogę się spytać, którą wiadomość chcecie najpierw: dobrą czy dobrą?
Dobra jest taka, że już po pół roku zrealizowałem cel minimum, jakim było wyjście na plus w potwierdzonych, zakończonych transakcjach!
A dobra jest taka, że mam również niezrealizowany zysk na spółce XTB, którą skupowałem w styczniu i lutym w okolicach 40 zł (pułap pomiędzy dwoma najwyższymi niebieskimi liniami), a wykres ceny akcji za ostatnie półrocze mówi sam za siebie:
Jeśli więc nie wydarzy się kataklizm, w drugim półroczu będę kolejnych parę tysięcy do przodu.
Procentowo również wygląda to świetnie: na rok 2024 zakładałem +10% jako cel minimum, +20% jako cel faktyczny, a wszystko co powyżej jako miły bonus. Tymczasem procentowy zysk po półroczu (zarówno zrealizowany, jak i niezrealizowany) wyniósł +31,32%. Co prawda na nieco mniejszym kapitale niż początkowy, bo przesunąłem część pieniędzy w kryptowaluty na następny rok, ale i tak rezultat uznaję za imponujący.
Ktoś oczywiście może stwierdzić, że dodatkowych parę tysięcy nie jest warte takiego zachodu i ryzyka, zwłaszcza jeśli spojrzeć w to, ile kosztowała moja nauka inwestowania w latach 2020-2021. Jednak nawet ważniejsze niż faktyczny zysk jest dla mnie wyrobienie w sobie przekonania, że z dużo większym kapitałem również byłbym w stanie operować w sposób w pełni opanowany i osiągnąć bardzo dobry wynik. I jeśli znajdzie się w moim życiu moment, w którym uzbieram naprawdę sporo pieniędzy, będę potrafił to należycie wykorzystać. Kto wie, może kiedyś zrobię papiery na bycie maklerem 😉
Jeszcze słówko o krypto, skoro padło dwa akapity wyżej: tak, równolegle akumuluję też różne kryptowaluty od końcówki 2021 roku z nadzieją, że wystrzelą w 2025. Czy tak będzie, zobaczymy. W każdym razie tam też jestem na plusie na ten moment, ale o tym przyjdzie mi jeszcze dokładnie opowiedzieć w momencie, gdy dokonam sprzedaży kryptoaktywów w przyszłym roku, a wynik czteroletniego planu będzie już znany.
Bieganie i sport
Mimo że w tym roku nie zakładałem i nie zakładam żadnego kilometrażu, udało mi się przebiec 20 km więcej niż w I połowie 2023 (582 vs 562). W kwietniu dość nieoczekiwanie pobiłem też treningowo swój rekord na 10 km, który wynosi teraz 46:57 - poprawiłem poprzedni o 39 sekund. Niestety na piątkę udało mi się tylko wyrównać najlepszy wynik, jakim jest 22:28.
Muszę też wspomnieć o najtrudniejszym biegu w życiu, jaki ukończyłem w lutym: 32 km po górskich okolicach Szczawnicy. Oceniłem swój potencjał na to, że mogę pokonać trasę z wieloma potężnymi przewyższeniami poniżej 6 godzin. Niestety zabrakło mi do tego 5 minut. Nie pomagały trudne, ubłocone fragmenty ścieżek, nie pomogły też trzy wymuszone przerwy: dwie na wymiociny, jedna na skurcz. Nota na przyszłość: jedz mniej przed startem i w trakcie biegu, nawet jeśli to superfood taki jak banany.
Satysfakcję z ukończenia wyzwania w dużej mierze przesłoniły napotkane trudności. Fun fact: zgarnąłem swoją pierwszą biegową nagrodę za zajęcie 3. miejsca w klasyfikacji mężczyzn w wieku 20-29 lat. Pewnie dlatego, że startowało nas w niej trzech.
A w swojej piłkarskiej "karierze" dołożyłem swoją cegiełkę do pierwszego od lat trofeum! Wraz z zespołem FC Po Nalewce zostaliśmy mistrzami 10. Ligi Fanów 👀
O ile po rundzie jesiennej byłem jeszcze w czołówce klasyfikacji strzelców, o tyle wypisałem się z rywalizacji zaraz po rozpoczęciu wiosny. Ale wciąż było przyzwoicie: w 22 meczach sezonu (11 w FC Po Nalewce i 11 w występującym w 4. lidze Oldboys Derby, 5 miejsce na 10 zespołów) strzeliłem 25 bramek i zanotowałem 8 asyst, dzięki czemu przekroczyłem barierę 100 bramek na boiskach Ligi Fanów.
Nota końcowa
Pierwsza połowa 2024 to jeden z najbardziej jałowych i niesatysfakcjonujących okresów, jakie udało mi się przeżyć. A nawet jeśli coś ważnego się w tym czasie działo, to ani nie mogę o tym powiedzieć, ani nie mam jak tego pokazać. Pozytywów na najbliższe miesiące mogę szukać w zbliżającym się nieubłaganie ukończeniu Suchariady i, prawdopodobnie we wrześniu, zniesieniu embarga na to-o-czym-nie-mogę-mówić. Natomiast najbliższe plany zależą od tego, czy zostanę przyjęty na zagraniczny wolontariat - to powinno się rozstrzygnąć pod koniec lipca. Choć jedno jest pewne - będę pisać dalej.








Komentarze
Prześlij komentarz