Przejdź do głównej zawartości

#19 Osobisty Muzyczny TOP: Miejsca 25 – 11

Dwunasta i zarazem przedostatnia część muzycznego TOPu.


Miejsce 24: Hans Zimmer - Light

Hans Zimmer jest jedną z nielicznych osób, na której koncercie kiedykolwiek byłem. Nigdy nie zapomnę kilkudziesięciooosobowej orkiestry grającej kompozycje pod jego batutą w krakowskiej Atlas Arenie. W TOPie Hans pojawił się kilkukrotnie z epickimi utworami, dla których obligatoryjnie trzeba podkręcić basy w głośnikach. Dobrze wiecie, o co cały ten zgiełk. Sympatyczny Niemiec osiągnął niewyobrażalny wręcz sukces w dziedzinie muzyki filmowej. Incepcja, seria Batmanów, Interstellar, Król Lew - to tylko kropla w morzu tytułów, w których maczał swoje palce.

Zupełnie na uboczu stoi jego wkład w nieco zapomnianą, choć wspaniałą Cienką czerwoną linię Terence'a Mallicka. Nic dziwnego, bo wyróżniony przeze mnie z soundtracku utwór Light jest czymś radykalnie odmiennym od zwyczajowego, że tak to ujmę, zimmeryzmu (czyt. bombardowaniu basami i crescendami). To muzyka subtelna i delikatna jak kwiat, który ledwo się trzyma na naruszonej łodydze. Od pierwszych dźwięków wprowadza w stan melancholii i zachęca by (podobnie jak film, który ilustruje) przez te siedem minut zastanowić się nad życiem. Nad tym, co w nim najcenniejsze.


Miejsce 23: Eivør - Trøllabundin

Nordycki folk. Muzyka wikińska. Walenie w bębny i rogi. Niezależnie od tego, jak chcielibyśmy określać skandynawskie pieśni, są one wyróżniającym się gatunkiem nawet w obrębie dźwięków ludowych/dawnych/tradycyjnych. Podczas gdy ludy bałtyckie tańczyły na polach, Słowianie siadali przy ogniskach, a Portugalczycy byli inni niż Hiszpanie, wikingowie wypływali w nieznane, cali na biało. A raczej na mglisto.

Trøllabundin (po polsku: Oczarowana) farerki Eivør urzeka surową pierwotnością. Rytmem docierającym do pradawnych trzewi. Młodym głosem starej Ziemi. Głosem, który pozostawia w tyle wszystko to, co jest teraz modne i usilnie promowane. A wszystko naznaczone nordycką magią Eivør. Śpiewa ona co prawda o czarodzieju, ale równie dobrze może śpiewać o samej sobie.


Miejsce 22: Jose Gonzalez - Step Out

Nie byłbym sobą, gdybym nie próbował przemycać ulubionych filmów do opisów. Nie może być inaczej z Sekretnym życiem Waltera Mitty. Nie ma drugiego takiego tytułu, który momentalnie stawia mnie na nogi i motywuje do spełniania największych i najskrytszych marzeń. A jego muzyczną esencję stanowi Step Out Jose Gonzaleza, którego poznałem właśnie dzięki Walterowi. Czas kupna biletu na Islandię coraz bardziej się zbliża. To tylko i aż pochwała życia.


Miejsce 19: The Pineapple Thief - What Have We Sown?

What Have We Sown? jest liderem całego TOPu pod względem długości trwania utworu: 27 minut i 46 sekund. Wraz z obecnym na 13. miejscu West Winds (phi, marne 9 minut) stanowi opera magna zespołu The Pineapple Thief, do którego zawsze i wszędzie będę miał wielką słabość. I chociaż za najlepszy album zespołu uważam Your Wilderness (2016), oba wspomniane utwory promienieją na płycie What We Have Sown (2007) jak światełkowy łańcuch na choince.

Zakładam, że nie macie czasu na przesłuchanie piosenki dłuższej niż niejeden odcinek podcastu, więc pozwolę sobie ją streścić: całość zaczyna się nieco pinkfloydowskim, kosmiczno-jaskiniowym wstępem. Wokal pojawia się po siedmiu minutach od startu, gdy utwór zwalnia. W połowie następuje przejście do kolejnej sekcji, instrumentalnej oraz nieco szybszej i opartej w większej mierze na keyboardzie. Tuż przed dwudziestą minutą powracają kolejno: kosmiczne echo, bębny, elektryczne gitary i (na chwilkę) wokal. A sama końcówka to nic innego jak wypowiedzenie wojny całemu wszechświatowi. Całość jest tak bogata w niesamowite słuchowe doznania, że brzmi świeżo za każdym razem: pierwszym, drugim, setnym. What Have They Sown?!


Miejsce 18: Giuseppe Verdi - Va, Pensiero

Przyjęło się, że czternasty odcinek piątego sezonu Breaking Bad, czyli Ozymandias, jest najlepiej ocenianym odcinkiem w historii telewizji/seriali. Każdy z nas może mieć swojego ozymandiasa. Moim jest ósmy odcinek drugiego sezonu The Leftovers, znany jako International Assassin.

To właśnie tutaj po tym, jak policjant Kevin Garvey budzi się w wannie w tajemniczym hotelu, pojawia się Chór Żydowskich Niewolników z III aktu Nabucco Verdiego. Pieśń znana jest krócej jako Va, pensiero - takie są jej pierwsze słowa. Ale zanim one padną, dźwięki krążą szepcząco, jak podświadomy strumień, który strzela muzycznym gejzerem i po chwili znów opada w ciszę. Ta amplituda idealnie ilustruje miejsce, w którym znalazł się Kevin. Hotel wygląda zwyczajnie, ale tylko z pozoru; jego prawdziwa natura jest inna, trudna do ogarnięcia ludzkim umysłem.

Jak zaczynać, to z przytupem Va, pensiero. A potem jest jeszcze lepiej.

   

Miejsce 16: Steven Wilson - Index

Mógłbym stworzyć osobny TOP z muzyką Wilsona, a Index jest jednym z jego największych dokonań. Wyróżnia się nawet na tle innych utworów SW. Gitary w zasadzie tu nie ma, jest za to atmosferyczny, przenikliwy szum, werblowy rytm, paraliżujący wręcz keyboard i wyjątkowo dobry, przejmujący tekst o psychopatycznym mordercy. To niesamowite, że wobec tego wszystkiego w Index jest zarazem zaskakująco dużo spokoju, a może nawet nadziei? Tylko pytanie - nadziei na co? Nadzieja mordercy chyba nie może być czymś dobrym.

Jakby tego było mało, całość jest zilustrowana fantastycznym teledyskiem. Nie ma tu ani kropli krwi, ale groza wylewa się w każdym ujęciu.


Miejsce 12: Max Richter - Haunted Ocean pt. 4

Na początku 2017 roku po raz pierwszy przekonałem się, że istnieje taki gatunek filmowy jak animowany dokument. O tej pozornej sprzeczności przekonałem się w sposób możliwie najlepszy poprzez obejrzenie wybitnego Walcu z Baszirem Ariego Folmana. To właśnie we współpracy z tym reżyserem powstały najlepsze kinowe ilustracje muzyczne Maxa Richtera. Lepsze nawet od wybornego soundtracku do The Leftovers.

Obecnie klimat do oglądania filmu o wojnie z Izraelczykiem w roli głównej jest, nie oszukujmy się, kiepski. Nie przesłania on jednak kinowego okrutnego piękna, pokojowego przesłania i wyśnionych koszmarów boleśnie przypominanych sobie po latach. I tym samym jest gwiezdna kompozycja Haunted Ocean pt. 4.


Miejsce 11: Nils Frahm - Says 

A tuż poza pierwszą dziesiątką utwór kolejnego artysty, którego poznałem dzięki Hani Rani. Says przywodzi mi na myśl Bolero Maurice'a Ravela. Mimo wielu oczywistych różnic, oba utwory są niczym innym jak niespiesznym budowaniem crescendo. Ravela krytykowano za to, że jego bolero przypomina bardziej kompozytorskie ćwiczenie, a nie prawdziwą muzykę. W przypadku Says trudno byłoby taką krytykę powtórzyć, mimo że Nils Frahm lubuje się w minimalizmie.

Gdyby muzyka potrafiła być deszczem, byłaby Says. Gdyby mogła być lotem ponad chmurami, byłaby Says. Gdyby była przełomowym momentem w życiu, byłaby Says.


Miejsca 25 - 11:

25. Steven Wilson – Ancestral

24. Hans Zimmer – Light

23. Eivør – Trøllabundin

22. Jose Gonzalez – Step Out

21. Clint Mansell – The Yellow House

20. Deep Purple – Child in Time

19. The Pineapple Thief – What Have We Sown?

18. Giuseppe Verdi – Va, pensiero

17. Message to Bears – Find Our Way Home

16. Steven Wilson – Index

15. Max Richter – What Had They Done?

14. Gary Jules – Mad World

13. The Pineapple Thief – West Winds

12. Max Richter – Haunted Ocean pt. 4

11. Nils Frahm – Says

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#3 Kawalkada - recenzja filmu Niebezpieczni dżentelmeni

Czyli o, być może, najlepszej polskiej komedii od czasów Kilera i Chłopaki nie płaczą .

#22 Nad czym teraz pracuję? + fragment powieści!

Proza, proza, proza! Stan na początek lutego 2024.

#25 Londyn

Czyli wspomnienie weekendu w stolicy Anglii (i jednocześnie wycinek z Suchariady ).