Przejdź do głównej zawartości

#12 Osobisty Muzyczny TOP: Miejsca 350 – 301

 Piąta część muzycznego topu. W żółwim tempie, ale zbliżam się do półmetka 😎



Miejsce 345: ONUKA - Vidlik

Był już akapit o ukraińskim Go-A, ale jest jeszcze jeden zespół zza wschodniej granicy, który poznałem w 2022 i który spodobał mi się jeszcze bardziej. Chodzi o Onukę, dowodzoną wokalem Naty Żyżczenko. Kolejny przedstawiciel elektrofolku, ale tym razem z naciskiem na folkową część. Bogatszą i bardziej interesującą niż w przypadku popowego podejścia proponowanego przez Go-A.

Vidlik nie będzie arcydziełem dla tych, którzy w muzyce najbardziej cenią sobie tekst - warstwa liryczna składa się z ledwie 10 słów (trzykrotnie powtarza się "ja"). Cóż, ja zawsze w muzyce zwracam uwagę na... Muzykę. Może jakbym miał jakąkolwiek teoretyczną wiedzę z tego zakresu, mógłbym powiedzieć coś więcej. Na szczęście nie muszę. Wystarczy serce, cierpliwość, chęć eksploracji i gotowość do słuchania jednego utworu kilkanaście razy w przeciągu kilku dni.

A teledysk do Vidlik jest pozycją obowiązkową.

Miejsce 334: Pinkroom - Curse

Czas na prawdopodobnie najbardziej niszowy zespół na liście, choć przecież niejeden zespół czy wykonawca tutaj jest daleko poza mainstreamem. Jakkolwiek daleko by jednak nie byli, Pinkroom odstawia ich o dwa-trzy rzędy wielkości. A raczej, na nieszczęście, małości.

Debiutancki album Psychosolstice (rocznik 2009) ma na YouTubie 26 000 odtworzeń. Żaden mainstream, ale nie brzmi tragicznie. Ale sam utwór Curse ma już tylko 700 wyświetleń łącznie z 3 różnych youtubowych źródeł. Słownie: siedemset. Nienaturalnie, tragicznie wręcz mało. Z kolei licznik na Spotify w momencie pisania tego zdania wynosi 2747. Nieco lepiej, zwłaszcza że w 2009 roku Spotify było w powijakach. Ale to wciąż liczby praktycznie żadne w przypadku profesjonalnego zespołu. A za taki uważam Pinkroom.

Curse to prawdziwy test ludzkiej psychiki: zazwyczaj popularność lubianego utworu utwierdza nas w przekonaniu o dobrym guście i wysokiej jakości. Tutaj trzeba płynąć pod prąd, i to od razu oceaniczny, a nie żadne tam rzeczne wywłoki. Jasne, nawet ja słyszę, że niektóre przejścia są chropowate, nie w pełni płynne, a wokal bywa zbyt niewyraźny. Ale potem sobie myślę: kurczę, a może to specjalnie? Niezależnie od intencji, wszelkie niedoróbki (drobne, dodajmy) mogą równie dobrze działać na korzyść Curse. A bas i perkusja są tu źródłem niesamowicie bogatych i różnorodnych doznań z outro na czele. 

Pinkroom nie ma nawet artykułu na Wikipedii. Zespół po wydaniu drugiej płyty w 2014 zapadł się pod ziemię. Też bym to pierdolnął, gdyby tak dobra sztuka przeszła bez żadnego echa. Ale płyta Psychosolstice ma stałe miejsce w moim sercu i tej TOPce.

Miejsce 324: Kingston Wall - The Real Thing

Kiedy w 2018 roku podjąłem się pierwszej próby zrobienia osobistego muzycznego TOPu, The Real Thing wylądowało tam na 124. miejscu. Gdy przystępowałem do edycji 2022, od razu chciałem wyrzucić ten utwór. Powód był prosty: nie słuchałem go po 2019 roku. Trochę wyszedł też ze mnie leniuszek: co prawda uwielbiam długie utwory, ale 18-minutowa psychodeliczna podróż w wykonaniu zespołu, którego nie znam żadnej innej kompozycji? Serio? Na szczęście wygrała rzetelność.

The Real Thing przez pierwsze 4 minuty wprowadza w niezwykły, oniryczny klimat, sytuujący się gdzieś pomiędzy długimi suitami Pink Floyd i elektronicznym ambientem Tangerine Dream z lat 80. Następnie mamy całkiem przystępne refreny, do których docieramy przez niepokojący, cichy (a na początku nawet szepczący) wokal Petriego Walliego. A kiedy przekroczymy 7. minutę i zastanawiamy się, czy Kingston Wall może czymś tu jeszcze zaskoczyć, otrzymujemy kolejne niezwykłe sekcje, tak jak destrukcję i wyciszenie a la King Crimson w In the Court of the Crimson King.

The Real Thing jest też bez żadnych wątpliwości ukoronowaniem działalności zespołu tworzącego w latach 1987 - 1994. Ostatni utwór z ostatniej płyty, który - przypomnę raz jeszcze - trwa 18 minut, po prostu musi zyskać status opus magnum. Kto wie, gdzie dzisiaj w świecie muzyki byłby Kingston Wall, gdyby Petri Walli nie rzucił się z wieży kościoła w czerwcu 1995 roku...

Miejsce 320: Tears for Fears - Mad World

Na początku było słowo, a potem był Donnie Darko. Film, który obejrzałem w 2016 roku jeden jedyny raz i to mi wystarczyło, by się nim zafascynować i zainspirować. Do tego stopnia, że w połowie mojej niewydanej powieści na jakiś czas pojawia się Królik-Mag...

Do Donniego Darko na pewno kiedyś wrócę, bo jeden seans nie wystarczy, by pojąć ten film w całości, albo chociaż podjąć takową rzetelną próbę. I choć w filmie jest kilka ikonicznych momentów, dla tego TOPu najważniejsze jest umieszczenie depresyjnej wręcz piosenki Mad World Gary'ego Julesa. Tylko czy takie postawienie sprawy jest właściwe? Gary Jules wykonał tylko swój cover. Oryginał należy do Tears for Fears, o czym nie wiedziałem jeszcze dwa lata temu.

Tak oto nieco okrężną drogą docieramy do ikonicznego utworu, który pozostaje jednak w cieniu wykonania Julesa. Pierwotna wersja TfF jest... Żywa i skoczna. Czy do fatalistycznych zwrotek można w ogóle się gibać? Można, gdyby to było złe, to Bóg by inaczej świat stworzył. A w dniu jego końca niejedna osoba chciałaby wykonać swój ostatni taniec, choćby był w pojedynkę.


Miejsca 350 - 301:

350. Justice - Audio, Video, Disco

349. CRYSEHD – Warrior

348. Gioacchino Rossini– Sroka Złodziejka; Uwertura

347. Metallica – Ride the Lightning

346. Ben Salisbury & Geoff Barrow – The Test Worked

345. ONUKA – Vidlik

344. Harry Gregson-Williams – Jake Lonergan

343. The Beatles – A Day In The Life

342. Blackfield – This Killer

341. Pinkroom – Quietus

340. Henri Texier – Blasted Rats

339. Bruce Soord & Jonas Renkse – The Light

338. Antonio Vivaldi – La Stravaganza

337. Porcupine Tree – Voyage 34 (Phase I)

336. John Wesley – By the Light of a Sun

335. Fisz Emade Tworzywo – Biegnij dalej sam

334. Pinkroom – Curse

333. Steven Wilson – People Who Eat Darkness

332. Alvaro Soler – Sofia

331. Earth, Wind & Fire – Boogie Wonderland

330. Daft Punk – Alive

329. Hania Rani – Esja

328. The Pineapple Thief – Fend For Yourself

327. Kenji Kawai – Making of Cyborg

326. Kasabian – Club Foot

325. Porcupine Tree – Cure for Optimism

324. Kingston Wall – The Real Thing

323. Justice – Waters of Nazareth

322. Łona – Artysto Drogi I

321. Eivør – Verd Min

320. Tears for Fears – Mad World

319. Louis Armstrong – When You’re Smiling

318. Porcupine Tree – Strip the Soul

317. Of Monsters and Men – Human

316. Julian Winding – When You Want To Hurt Someone

315. Steven Wilson – Desperation

314. Daft Punk – Da Funk

313. Krystyna Prońko – Jesteś Lekiem na Całe Zło (Old Spice Edit)

312. Balkan Beat Box – I Trusted U

311. Riverside – Caterpillar And The Barbed Wire

310. Max Richter – Never Goodbye

309. Pink Floyd – Hey You

308. Justice – Fire

307. Tony Anderson –The Way Home

306. The Lumineers – Stubborn Love

305. Electric Callboy feat. Finch – Spaceman

304. Queen – Radio Ga Ga

303. Jain – Come

302. Ryszard Rynkowski – Za młodzi, za starzy

301. Tears for Fears – Shout

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#3 Kawalkada - recenzja filmu Niebezpieczni dżentelmeni

Czyli o, być może, najlepszej polskiej komedii od czasów Kilera i Chłopaki nie płaczą .

#22 Nad czym teraz pracuję? + fragment powieści!

Proza, proza, proza! Stan na początek lutego 2024.

#25 Londyn

Czyli wspomnienie weekendu w stolicy Anglii (i jednocześnie wycinek z Suchariady ).