Trzecia część muzycznego TOPu.
Miejsce 447: Go-A – Рано-раненько / Rano-ranen'ko
Do lutego 2022 byłem ignorantem w temacie Ukrainy. Poza podstawowymi informacjami nic o niej nie wiedziałem. Co oczywiste, wolałbym być dalej ignorantem w zamian za nieistnienie tej paskudnej napaści na niewinny kraj. Ale jest jak jest. I choć nic to nie znaczy, przez ostatni rok z hakiem przyjrzałem się skrawkowi kultury Ukrainy wreszcie tak, jak na to zasługuje: jako odrębnej jednostce kształtującej tożsamość narodową w podobny sposób jak nasza.
Skutkiem ubocznym jest uwielbienie dla ONUKI (pojawi się jeszcze) i właśnie Go-A, które zrobiło spory szum na Eurowizji w 2021 roku. Trochę pluję sobie w brodę, że nie poszedłem na koncert żadnego z tych zespołów, gdy grali w Warszawie na jesieni. Chociaż w jednym przypadku mam wymówkę: cena biletu na ONUKĘ nieco mnie odstraszyła (200 zł, w sumie nie wiem czy to bardzo dużo, dla mnie tak).
A liderka Go-A, Kateryna Pawlenko, ma świetny wokal i, na moje zupełnie niewykwalifikowane ucho, wykorzystuje go w pełni. Elektrofolk z mocnym żeńskim głosem - to jest to!
Fun fact: członkiem zespołu jest Taras Szewczenko. Zbieżność nazwisk z ukraińskim wieszczem narodowym przypadkowa.
Nareszcie pierwszy akapit o legendarnym Porcupine Tree. A ręce świerzbią, bo wraz z solowymi utworami lidera PT, Stevena Wilsona, w całym TOPie znajdzie się ponad 30 ich utworów, zaliczanych głównie do progresywnego rocka. Co to za gatunek? Cóż, to nic innego jak Fantastyczne Dziwadła. Albo inaczej: jeśli słuchasz utworu i nie wiesz, jaki to gatunek rocka, to znaczy, że to rock progresywny 😉 A mówiąc nieco poważniej, to najpopularniejszym przedstawicielem progrocka jest Pink Floyd, zalicza się też część utworów Queen (Bohemian Rhapsody i Innuendo są świetnymi przykładami Fantastycznych Dziwadeł). I tu poprzestańmy, żeby nie wlecieć do króliczej nory, jakim są inne zespoły i podgatunki...
Samemu PT i mojemu uwielbieniu do ich muzyki mógłbym poświęcić niejeden artykuł. Rok za rokiem nieskutecznie próbuję godzić się z tym, że niejednorodność, zmienność, łamanie rytmu i długość utworów (nierzadko przekraczająca 10 minut) nie sprzyjają głębszemu zapoznaniu się społeczeństwu z niezwykle bogatą, często barokową wręcz muzyką. Coś, co zaczęło się w latach 90. jako niemalże psychodeliczny eksperyment nastoletniego Wilsona (wysłuchanie debiutanckiego albumu On the Sunday of Life nie należy do zadań prostych), osiągnęło zahaczające o metal rockowe apogeum w latach 2005-2010 w postaci wyprzedanych koncertów kwartetu (+ John Wesley) w Europie i Amerykach.
Samo Heartattack In A Layby pochodzi z płyty In Absentia, którą można by określić mianem najbardziej 'radiowej'; co prawda najstarsi górale nie pamiętają, kiedy ostatni raz piosenka PT zagościła w jakiejkolwiek stacji, ale jeśli coś takiego by się stało, to prawdopodobnie pochodziłoby z tej płyty. Przechodząc wreszcie do utworu (argh, a mam jeszcze ochotę na 20 akapitów o PT! No wiem, Wy nie macie, muszę dawkować PT małymi porcjami), Heartattack... to najbardziej poruszający utwór na płycie. Jeden z dwóch, do którego tak szeroka etykietka 'rock' zupełnie nie pasuje - prędzej jest to ballada. Zresztą, nie mówmy o szufladkach. Mówmy o emocjach. A Heartattack błyskawicznie i przypomni o bolesnych punktach zwrotnych w życiu. Zerwanie, śmierć kogoś bliskiego, emigracyjna samotność itp. Nie włączajcie, jeśli macie dobry humor. Ale w parszywy dzień Heartattack... podnosi na duchu. To po prostu piękna smutna piosenka.
Razu pewnego algorytmy YouTube'a zaproponowały mi zespół Rival Consoles. Nie wiedziałem o nim nic i tak pozostaje do dzisiaj. Nie mam szczególnego powodu, by akurat o nim wspominać. Ale jest w Odyssey coś na tyle hipnotyzującego, co nie pozwala przejść mi obojętnie do innych utworów. To jak elektroniczna podróż przez pustkę galaktyki, wibrująca czasem, światłem gwiazd, a może wielkich miast. Całość przypomina mi unowocześnione, ulepszone Tangerine Dream (a przynajmniej tych parę ich utworów, których wysłuchałem).
Odyssey to pięciominutowa samotna podróż nocnym flixbusem Warszawa-Kraków, to lot do Londynu przy oknie tuż po zachodzie słońca, to wejście na wielką, wilgotną polanę pośród ciemnego, gęstego lasu. I jest to samotność ciepła, wolna, pełna satysfakcji, utwierdzająca zgodę z własnymi przeczuciami.
404. Pokahontaz ft. Kaliber 44 - 404
Big beat i pusta kartka; drukarka wydaje szmery szmery... Takimi słowami zaczął się wyłom w mojej awersji do rapu. Bo przecież rap nie może być sztuką, jest paplaniną pod bity o dupie kobity, najczęściej, kurwa, z przekleństwami kurwa - tak sądziłem przez naprawdę długi czas. Ale potem, chyba dzięki jakiejś grupce fejsbukowej, zobaczyłem 404 wraz z teledyskiem. Oszołomił mnie. Uważam, że pierwsze zapoznanie się z utworem nie może mieć udziału bez oglądania teledysku. Jest za dobry. Powiem więcej - jest to być może najlepszy teledysk jaki widziałem w ogóle. I jeszcze prezentuje Katowice - miasto, do którego lubię wpadać coraz bardziej z roku na rok.
Na dzień dzisiejszy uważam, że polski rap to Łona i Webber, a potem długo, długo nic. Wyjątki stanowią pojedyncze utwory innych artystów, tak jak w tym przypadku. Fokus, Rahim i Abradab spisują się tutaj wzorowo, ale moja hiphopowa wiedza jest tak znikoma, że nie wiem kto śpiewa którą zwrotkę. Nie przeszkadza mi to cieszyć się za każdym razem, gdy przypomnę sobie o 404. Wtedy zazwyczaj słucham tego świetnego kawałka parę razy z rzędu i próbuję nawet pseudomelorecytować tekst. Szczęśliwie nikt tego nie słyszy. Sygnał nie dociera... Czy to błąd? Czy to błąd?
403. Styles of Beyond - Nine Thou (Superstars remix)
NFS: MW. Kto grał, ten wie. Nie ma 'muzyki growej' bez tego ikonicznego kawałka. A i samo Need For Speed: Most Wanted byłoby o jakąś połowę uboższe.
448. Ninet Tayeb – Feel The Buzz
446. Elliott Smith – Between the Bars
445. Hans Zimmer – No Time For Caution
444. Andrzej Zaucha – Byłaś serca biciem
443. Pharrell Williams – Happy
442. Robbie Williams – Supreme
440. Porcupine Tree – Heartattack In A Layby
437. Daft Punk – Harder, Better, Faster, Stronger
432. OneRepublic – Love Runs Out
430. Jonathan Hulten – Wasteland
429. Grupa Operacyjna – Wiosna
428. Fern Jones – Strange Things Are Happening
426. The Butterfly Effect – A Slow Descent
425. Kasia Nosowska – Jeśli wiesz co chcę powiedzieć
422. Steven Wilson – Personal Shopper
420. The Paper Kites – On the Train Ride Home
419. Axel Flovent – Forest Fires
418. Łona i Webber – Sprawy wewnętrzne
416. Radical Face – The Crooked Kind
414. Queen – Bohemian Rhapsody
411. Fever Ray – Keep The Streets Empty For Me
408. Daft Punk ft. Pharrell Williams – Get Lucky
404. Pokahontaz ft. Kaliber 44 – 404
403. Styles of Beyond – Nine Thou (Superstars remix)
402. Perfect – Objazdowe Nieme Kino
401. Porcupine Tree – Rats Return

Komentarze
Prześlij komentarz