Czyli o tym, że poza filmami naprawdę lubię pisać, chcę stworzyć miejsce do inspiracji i wymiany kulturowych poleceń, oraz dlaczego podtytuł "Od zera do...".
Jeżeli czytasz ten tekst, to niemal na pewno jesteś moim znajomym. Ewentualnie pochodzisz z przyszłości i zaciekawiło Cię to, gdzie się to wszystko zaczęło. A prawda jest taka, że pisanie takiego tekstu nie jest dla mnie czymś zupełnie nowym. Ale po kolei.Mam na imię Michał, jestem warszawiakiem od urodzenia. Mam 26 lat i zbyt wiele zainteresowań. Najbardziej jarają mnie twórcze działania związane z filmami i szeroko pojętą literaturą. Ale gdybym w innym życiu miał choć odrobinę manualnych zdolności, które pozwalają na coś więcej niż nawalanie palcami w klawiaturę i myszkę, to kto wie, może mógłbym być gitarzystą, perkusistą czy malarzem? W każdym razie całkiem nieźle umiem w filmy i wydaje mi się, że - to dla niektórych może być niespodzianka - w pisanie również.
![]() |
| Fotogeniczny autor. Rzadkość. |
Ok, każdy może napisać, że jest w czymś zajebisty. A jak jest w rzeczywistości?
Cóż... Nieciekawie. Przynajmniej jeśli o chodzi o kryteria, które można uznać za "w jakimś stopniu obiektywne", cokolwiek to znaczy. W każdym bądź razie niedawno zrobiłem sobie rozpiskę, co mi w życiu wyszło, a co nie, jeśli chodzi o artystyczne ambicje.
Mam 26 lat i trzykrotnie zdawałem do szkoły filmowej na reżyserię: w 2015, 2018 (w obu przypadkach do Łodzi) i 2021 (do Katowic). We wszystkich przypadkach odpadałem przy pierwszej okazji, choć w Katowicach niewiele mi już brakowało do przejścia do II (i zarazem ostatniego) etapu. Od drugiej klasy liceum robię amatorskie krótkometrażowe filmy, które umieszczam na YouTubie i wysyłam je na festiwale filmowe. Z dziewięciu zrobionych w tym czasie filmów jakiekolwiek sukcesy otrzymał tylko jeden: W stronę słońca, zrobiony jeszcze w liceum. Potrzebuję na nie osobnych akapitów, bo to w sumie niezła historia. Umieszczam je na końcu wpisu w ramach suplementu.
Wszystkie inne filmy przeszły jednak bez żadnego echa, a dwa ostatnie, Abrahamkę i 21, wysłałem na festiwale łącznie 20 razy: nie zostały przyjęte ani razu. Napisałem 15-stronicowy treatment (rodzaj szczegółowego streszczenia) do filmu pełnometrażowego Planeta Pluton, ale został odrzucony w trzech konkursach. Tylko 1 z 30 materiałów na obecnie rozwijanym kanale youtubowym przekroczył 500 wyświetleń, a większość nie osiągnęła bariery 100 wyświetleń. Tak, lubię liczby, skąd wiedzieliście?
I dla odmiany coś pisarskiego, w końcu jesteśmy na blogu. W październiku 2020 skończyłem pisać swoją pierwszą powieść. W przeciągu kolejnego roku wysłałem ją do 25 wydawnictw. Otrzymałem 2 odpowiedzi odmowne i brak odpowiedzi w pozostałych przypadkach.
Stop. Można się teraz spytać, czy w takim razie nie jesteś po prostu ujowy i się do tego wszystkiego nie nadajesz? Może, nie wiem. Ale wiem, że zawsze można się poprawić, niezależnie od tego, czy jest się w czymś kiepskim czy dobrym. I to właśnie zamierzam robić. Kocham tworzyć filmy oraz pisać i nie zrezygnuję z tego. A samą książkę zacząłem niedawno gruntownie poprawiać (rozpiszę się na ten temat przy innej okazji).
Żeby nie było: nie wszystko, co mnie przez ostatnie lata spotkało, to ponure porażki. W zeszłym roku pojechałem do Katowic na plan studenckiego filmu Alicja jako sekretarz planu i asystent montażysty - bardzo miło wspominam ten czas, chociaż łatwo nie było. Dostałem się na parę świetnych warsztatów (ViSTa Story Lab w Sokołowsku na zawsze w moim sercu 🧡) i poznałem na nich grono wspaniałych osób. Miałem okazję na pitching (kilkuminutową prezentację) Planety Pluton podczas tegorocznej (tj. 2022, jeszcze się załapię) edycji Kameralnego Lata. Ukończyłem również kurs Scenariopisarstwo w praktyce od Bahama Films i zdobyłem II miejsce w ich wewnętrznym konkursie na scenariusz 30-minutowego shorta. Mam nadzieję, że Na peryferiach Imperium prędzej czy później pojawi się na ekranach!
Ale bodaj największym sukcesem okazało się coś kompletnie niespodziewanego, czyli dwa lata (sezony 2019/20 i 2020/21) spędzone na blogu Fantasypl.pl jako wnioskodawca, czyli człowiek, który łączył ostre śmieszki i szyderę z fachową analizą statystyk, wspomagającą dobre wybory w grze, jaką jest Fantasy Premier League. 75 tekstów, 150000 wyświetleń, szacunek ludzi fplowej ulicy i niespotykana dotąd sytuacja: po raz pierwszy (i jak dotąd jedyny) moje konto w social mediach obserwuje większość ludzi mi nieznajomych. Serdecznie więc pozdrawiam wszystkich czytających te słowa fplowiczów! Nie żeby coś, ale czytanie tego bloga to jak posiadanie Haalanda w składzie - po prostu trzeba. Tak zwany must have 😉
![]() |
| Haaland. Easy. |
Żadna z tych rzeczy nie otworzyła mi jednak drzwi do zarobkowej działalności na dłużej, czy to przy filmie, czy przy literaturze. Wszelkie moje większe projekty póki co nie wypaliły i z zewnątrz mogło to wyglądać tak, że przez kilka ostatnich lat siedziałem jak ten leń na tapczanie. Tworzę więc ten blog z kilku powodów. Naprawdę lubię pisać i, generalnie, tworzyć. Z tym że zrobienie choćby kilkuminutowego materiału z serii Ukryte Perły Kina zajmuje mi zazwyczaj ok. 2 tygodni, nie mówiąc o filmach krótkometrażowych, czy już w ogóle o powieściach. A nowy post na blogu jest zazwyczaj kwestią kilku godzin. Krótko mówiąc, blog pozwala mi na regularne i znacznie częstsze publikowanie treści i daje lepszy balans między krótko- i długoterminowymi projektami. Daje mi poczucie częstego przebywania w internetowej przestrzeni, a nie pojawiania się raz od wielkiego dzwonu.
Lubię tworzyć, ale równie mocno lubię dzielić się inspiracjami i przyjmować je. Dlatego sporo będzie tu o dziełach sztuki, które ostatnio odkryłem, które są wartościowe i które zwyczajnie uwielbiam. Być może coś stąd będzie dla Ciebie inspiracją lub intrygującą ciekawostką? Nowy zespół, nieznany wcześniej artysta, fajny film do zobaczenia na wieczór? Marzy mi się, by w przyszłości pojawiały się komentarze i dyskusje pod postami o sztuce...
...Ale wiem, że to pieśń przyszłości. Po raz pierwszy kładę większy i przede wszystkim otwarty nacisk na budowanie zasięgów. Nie ma co jednak bujać w obłokach: na początku liczba odbiorców bloga będzie dwucyfrowa, ciężko będzie rozbujać jakąś dyskusję. Stąd też podtytuł "Od zera do...", gdyż zaczynam, poniekąd, od zera. Wśród 140 obserwujących na Instagramie zdecydowana większość to znajomi, a wśród 550 fanów mojego Twittera tylko niewielka część będzie zainteresowana treściami dalekimi od FPL. To normalne.
Z takiej pozycji ruszam w świat z blogiem. Trochę chaotycznie, ale ze zdrową wiarą w siebie, werwą i do przodu. Trzymajcie kciuki! A w następnym tekście przedstawię Wam krótką historię pewnego osiedla. Stay tuned! I szczęśliwego nowego roku! 🥳
Suplement, czyli dwa przypadki festiwalowego runu W stronę słońca (przepraszam za "festiwalowy run", ale nie znajduję wdzięcznego zamiennika tej frazy w polskim).
Pierwszym było otrzymanie wyróżnienie na warszawskim 13. Festiwalu Filmowym w Kochanowskim, czyli imprezie robionej przez licealistów dla licealistów (pozdrawiam serdecznie!). Co ciekawe, uczniowie przygotowali obszerne broszury z krótkim opisem każdego z pokazywanych obrazów - ekstra pomysł! Leżały one luzem i sięgnąłem po jedną z nich, szukając opisu W stronę słońca. Okazało się, że mój film został zjechany od góry do dołu przez dziewczynę go recenzującą. Zdziwienie i przykrość była tym większa, że osoby piszące o dziełach innych licealistów wypowiadały się w pozytywnym tonie. Cały festiwal siedziałem z gulą w gardle, bo bardzo mocno wziąłem ten opis do siebie i sądziłem, że zdanie publiki będzie takie samo.
Tymczasem podczas pokazu ludzie zaczęli się śmiać, a jury na koniec przyznało mi wyróżnienie za "komedię jak czeski film". Z tym że W stronę słońca mógł mieć komediowe momenty, ale był pomyślany jako dramat. Przyznano również nagrodę aktorską... Mojej mamie. Czyli osobie, którą musiałem niemal końmi zaciągać, by dała się namówić na występ w filmie, a swoje teksty wypowiadała najbardziej sztucznie ze wszystkich (sztuczność kwestii była moim reżyserskim założeniem). Do dziś nie wiem, czy nie był to jeden z najbardziej pokrętnych żartów, jakich doświadczyłem. Tym niemniej moja mama była bardzo szczęśliwa (i w szoku), gdy powiadomiłem ją o nagrodzie 😃
Drugie wyróżnienie do dotarcie do finału i prezentacja podczas 11. Festiwalu Filmów Niezależnych Kiloff w Katowicach. Mój film miał szansę na wygraną, a wg regulaminu jeśli chciałem odebrać w takim wypadku nagrody, musiałem stawić się osobiście. Tak też zrobiłem, spędzając popołudnie w Kato i oglądając film jakiegoś gościa (chyba miał na imię Jerzy), który wchodził po schodach, licząc je na głos. Gdy doliczył się dwustu, schody się skończyły, a on pokazał panoramę z drewnianej wieży, po której się wspinał. Cóż, widziałem lepsze tytuły. Festiwalu nie wygrałem, ale zostałem na koncert w ramach afterparty i tak poznałem niszową muzykę Erith. Tak mi się spodobała, że miałem na nią fazę przez kolejny rok, a i dziś jej słucham od czasu do czasu. Warto.


Komentarze
Prześlij komentarz